Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama https://www.tygodnik-krapkowicki.pl/s/8/reklama
czwartek, 3 kwietnia 2025 10:38
Przeczytaj:
Reklama https://partner-projekt.pl/
Reklama http://www.budopap.pl/

Tu codziennie szyją się marzenia

Dla Marii Stosiek każda suknia ślubna to nie tylko kawałek materiału, ale opowieść – o miłości, tradycji i ludzkich marzeniach. - Każda klientka przychodzi z historią, a ja ją zapisuję nicią na koronce – mówi z uśmiechem – wyciągając pęk brzęczących kluczy z torebki i otwiera zamek w drzwiach, na których widnieje napis „Marien”.
Tu codziennie szyją się marzenia
- Suknia ślubna to coś więcej niż ubranie – to wspomnienie, które zostaje na całe życie – mówi Maria Stosiek, właścicielka krawiectwa Marien.

Autor: Dominika Bassek

Promienie słońca odbijają się od kryształków i cekinów sukien. Przekraczając próg salonu  przenosi się do innego świata. To tu zaczyna się magia. Tiule, koronki, tasiemki wirują pośród satyny. Za drzwiami salonu 'Marien' nie ma miejsca na przypadek. Tu nici i koronki zamieniają marzenia w rzeczywistość. Jej pracownia przypomina warsztat artysty. Stosy materiałów i nici, wiekowe maszyny do szycia – wszystko mówi o miłości do rzemiosła, które Maria pielęgnuje od dzieciństwa. Włącza maszyny do szycia, zakłada nici na igły. Dzwoni telefon. „Tak, suknia gotowa do przymiarki”, odpowiada pani Maria. Przekłada bele z materiałem i znów zasiada do maszyny. I tak od ponad 30 lat. 

- U nas w domu zawsze stała maszyna do szycia - wspomina z uśmiechem Maria Stosiek. 

Maria wychowała się w domu, gdzie każda nitka miała znaczenie.

- Moja babcia szyła stroje ludowe, a ja bawiłam się skrawkami. Dziś łączę tamtą tradycję z nowoczesnymi trendami, ale zawsze najważniejsza jest historia, jaką opowiada suknia – mówi odkładając okulary na stół. 

Jak wspomina pani Maria, kiedyś nie było takich możliwości wyboru zawodu i dla niej praca na roli była największą karą, której szczerze nienawidziła. Wolała patrzeć jak szyje babcia, potem starsza siostra. 

- Chowałam się do szafy z nożyczkami i podglądałam jak szyły – wspomina pani Maria. – Zawsze o tym marzyłam, żeby szyć – mówi wzdychając. 

Tańcowała igła z nitką

W niewielkiej pracowni w Łowkowicach czas płynie inaczej. Maszyny do szycia mruczą znajomym rytmem, a w powietrzu unosi się zapach tkanin. To miejsce, gdzie marzenia o idealnej sukni ślubnej nabierają realnych kształtów. Maria Stosiek od lat tworzy nie tylko suknie ślubne, ale prawdziwe dzieła sztuki. Jej pasja do krawiectwa, odziedziczona po babci, jest widoczna w każdym, nawet najdrobniejszym szczególe. Czasy, gdy Maria zaczynała swój biznes, były zupełnie inne niż dziś.

- 30 lat temu nie było takich materiałów jak teraz – wspomina. - Szyło się z tego, co było dostępne: płótno, atłas. Materiały zdobywało się z Pewex-u albo sklepu z pasmanterią. To były trudne czasy, ale satysfakcja z każdej gotowej sukni była ogromna.

Każda suknia była małym dziełem, stworzonym z ograniczonych zasobów. Dziś salon Marii to zupełnie inna rzeczywistość. Zdobienia z kryształków Swarovskiego, koronki francuskie czy hiszpańskie, tiule obszywane piórami – te wszystkie detale są teraz dostępne na wyciągnięcie ręki. A każda kreacja to unikat, oparty na marzeniach i szkicach klientów, którzy często przynoszą zdjęcia ze słynnych projektantów. Nie ma dwóch takich samych. 

- Każda panna młoda przychodzi z innym marzeniem – to moja misja, żeby je zrealizować – mówi z dumą. 

Ale to coś więcej niż spełnianie marzeń o sukni – to chwile, w których kobiety mogą opowiedzieć o sobie, swoich historiach, a czasem o trudnościach, które przeżyły. Maria nie tylko tworzy ich wymarzone kreacje, ale także słucha i jest ich powierniczką.

Zapytana o najtrudniejszą do z realizowania wizję klientki odpowiada z dziarskim uśmiechem:

- Dla nas nie ma rzeczy niemożliwych -  mówi Maria z przekonaniem. - Zawsze staramy się spełnić marzenia, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydają się nierealne – dodaje poprawiając różowy metr krawiecki zawieszony na ramionach. 

Pamięta suknie szyte z materiałów teatralnych, kolorowe, zupełnie odbiegające od klasycznej bieli, a także te wzorowane na stylizacjach królewskich, gdzie klientki przynosiły zdjęcia księżnej Kate. 

- Niektóre przyszłe panny młode marzą o królewskim ślubie i chcą, by ich suknia przypominała tę z brytyjskich ceremonii -  dodaje ze śmiechem.

Czasem klientki przychodzą z rysunkami własnoręcznie szkicowanymi ołówkiem. 

- Podziwiam je za kreatywność – przyznaje Maria Stosiek. - Czasem trzeba mieć niezłą wyobraźnię, żeby zrozumieć, co autor miał na myśli, ale o to właśnie chodzi w tej pracy. Tu nie ma miejsca na rutynę.

W małych społecznościach, takich jak Łowkowice, działalność Marii ma szczególną wartość. Jej pracownia to nie tylko biznes – to także przestrzeń, gdzie kobiety mogą czuć się wyjątkowe, niezależnie od figury czy budżetu. W czasach uniformizacji mody, Maria daje im coś, czego nie znajdą w sieciówkach – prawdziwie indywidualne podejście. Pracownia „Marien” to azyl dla kobiet, które nie odnajdują się w standardowych rozmiarach.

- Kiedyś w salonach były tylko suknie do rozmiaru 40. Dziś szyjemy na każdy rozmiar, każdą figurę. To cudowne widzieć, jak kobiety odzyskują pewność siebie w dobrze skrojonej sukni.

Naszą rozmowę przerywa mężczyzna w średnim wieku ze zmiętoloną reklamówką w rękach, który niepewnie przekracza próg salonu.

- Żona mówiła, że przeróbki gotowe i mam odebrać – mówi nieśmiałym głosem. 

- Czasem, gdy mamy trochę czasu, to przyjmujemy też ubrania do przeróbki – tłumaczy mi pani Maria wracając do rozmowy. – Panowie czują się u nas trochę nieswojo, więc najczęściej przychodzą jak już żona ich po odbiór wyśle – żartuje. 

Historie zaklęte w koronkach

Jednak to nie tylko materiały i wyzwania techniczne definiują pracę krawcowej. Ważnym elementem pracy Marii są emocje, które towarzyszą klientkom. Dla wielu dziewczyn salon w Łowkowicach to miejsce pełne wzruszeń. Każda suknia opowiada jakąś historię. Czasem to wspomnienie babci, której suknię trzeba odświeżyć i dostosować do współczesnych trendów. Suknie z jej salonu nie tylko podkreślają osobowość i indywidualność każdej klientki, ale także stają się częścią rodzinnych historii. Nie brakuje też wzruszających momentów. 

- Były sytuacje, gdy dziewczyny płakały z radości, kiedy odbierają gotową kreację lub na przymiarkach. To dla nas największa nagroda. W takich chwilach wiem, że moja praca ma sens – mówi z uśmiechem Maria Stosiek. 

Coraz więcej kobiet, zarówno w Polsce, jak i na świecie, wybiera suknie „z drugiej ręki” i te szyte na miarę lub przeróbki rodzinnych pamiątek, zamiast kupować nowe. To trend, który idealnie wpisuje się w ruch slow fashion, promujący lokalne rzemiosło i ograniczenie nadprodukcji, idealnie wpisuje się w filozofię pracowni 'Marien'.  Suknie z historią, przeróbki rodzinnych pamiątek czy ręczne zdobienia stają się odpowiedzią na globalne dążenie do bardziej świadomego podejścia do mody.

- Niektóre panie odkupują suknie, bo nie mogą znaleźć wymarzonego wzoru w sklepach, inne chcą zaoszczędzić – tłumaczy. 

Praca nad takimi projektami wymaga szczególnej precyzji i kreatywności. Maria podkreśla, że choć moda ślubna stale się zmienia, to duch tradycji nadal jest żywy.

Kiedy patrzę na kunszt sukni tworzonych w pracowni Marii Stosiek, przypomina mi się dzień, w którym niemal 30-letnia kreacja mojej mamy trafiła do jej pracowni, by zyskać nowe życie. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie – pokazałam suknię, pełną historii i emocji, a pani Maria spojrzała na mnie z uśmiechem. 

- To będzie wyzwanie, ale takie najbardziej lubię – powiedziała wtedy. - W takich projektach czuć emocje... Ta suknia opowiada Waszą rodzinną historię, a ja jestem tylko jej częścią.

Praca nad suknią była czasochłonna i wymagała precyzji. Trzeba było odświeżyć tkaninę, delikatnie odnowić koronkowe zdobienia, a jednocześnie zachować jej unikalny charakter. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam efekt, byłam oczarowana. Suknia wyglądała jak nowa, ale wciąż niosła w sobie wspomnienie mojej mamy i jej wielkiego dnia. Maria potrafiła z tej starej kreacji stworzyć coś zupełnie nowego, zachowując przy tym ducha tamtych czasów.

- Najtrudniej jest pracować na takich materiałach – przyznała mi wtedy pani Maria, poprawiając okulary na nosie. – Koronki z tamtych lat to zupełnie inna technika, inna faktura, trzeba je traktować z wyjątkową delikatnością. 

W dobie masowej mody i tanich zamówień internetowych, Maria i jej zespół trzymają się tradycji. W ich salonie nie używa się kleju – każda aplikacja, koronkowa ozdoba, każdy guzik, są starannie przyszywane ręcznie. Precyzja, dbałość o detale i ręczna robota to znak rozpoznawczy tego miejsca. 

- U nas liczy się rzemiosło, a nie półśrodki – podkreśla stanowczo.

W dobie powrotu do rzemiosła i coraz większej popularności lokalnych usług, salon Marii jest przykładem miejsca, gdzie tradycja spotyka się z nowoczesnością. To miejsce, gdzie klientki szukają nie tylko sukni, ale także poczucia, że ich marzenia są realizowane przez kogoś, kto wkłada w pracę całe serce.

Przez lata zmieniały się trendy – od klasycznej satyny i tiulu, przez bogate zdobienia kryształkami Swarovskiego, aż po dzisiejsze „bling-bling” i suknie obszywane piórami. 

- Każdy sezon przynosi coś nowego, ale zawsze liczy się to, żeby suknia pasowała do osoby, która ją założy. To nie moda ma być na pierwszym miejscu, tylko panna młoda – mówi Maria Stosiek.

Szycie z sercem

W czasach, gdy wiele salonów ślubnych oferuje masowo produkowane suknie, firma Marii wyróżnia się podejściem do klienta. Każda suknia jest szyta na miarę, z uwzględnieniem indywidualnych preferencji i figury panny młodej. Kreacja zawsze jest dopasowana do indywidualnych wymagań, co sprawia, że nawet dwie podobne suknie nigdy nie są identyczne.

Maria nie ukrywa, że w jej pracy zdarzały się też trudne sytuacje. 

- Były klientki, które uparcie chciały suknię, która kompletnie im nie pasowała. W takich sytuacjach trzeba delikatnie doradzić, ale ostateczna decyzja należy do klientki. Raz zdarzyło się, że musiałam zrezygnować z kilku zdobień, bo panna młoda chciała na sukni wszystko, co możliwe – koronki, cekiny, tiule. No, i jeszcze kwiaty! Ale udało się jakoś to zbalansować – wspomina. 

Praca krawcowej to nie tylko igła i nici, ale też szybkie decyzje i gotowość na sytuacje, w których życie pisze własne scenariusze. Jedną z takich historii Maria pamięta do dziś: klientka, Polka mieszkająca w Niemczech, miała zaledwie kilka dni do ślubu i... w wysokiej ciąży trafiła do szpitala. 

- Zadzwoniła do mnie ze szpitala na patologii ciąży, mówiąc, że nie wie, czy w ogóle wyjdzie przed weselem. Suknia była gotowa do przymiarki, ale co z tego, skoro nie mogła przyjechać? – wspomina Maria.

Wtedy zaczął się wyścig z czasem.

– Było jak w filmie. Gdy wyszła ze szpitala, byli na każde nasze zawołanie, by dokończyć suknię. W końcu udało się. Panna młoda poszła do kościoła, ale samego przyjęcia już nie dotrwała... – dodaje.

Maria często mówi, że krawiectwo to nie tylko szycie, ale również towarzyszenie ludziom w najważniejszych momentach ich życia. 

- Czasami czuję się bardziej powiernikiem niż krawcową. Klientki przynoszą nie tylko swoje wizje sukni, ale też historie, marzenia, a czasem obawy. W tej pracy nie wystarczy znać się na materiałach – trzeba zrozumieć człowieka i być gotowym zrobić wszystko, by ten dzień był dla niego wyjątkowy. W tej historii liczyły się nie tylko nici i koronki, ale i determinacja, żeby wszystko się udało.

Dziś pracownia Marii Stosiek to nie tylko miejsce szycia sukien, ale także mały salon mody ślubnej. Klientki z całego regionu przyjeżdżają, by powierzyć swoje marzenia w ręce doświadczonej krawcowej. Mimo zmieniających się czasów, Maria wciąż wierzy w siłę rękodzieła i indywidualne podejście do klienta. „Szycie to moje życie” – przyznaje z uśmiechem. 

Dzięki swojemu zaangażowaniu i pasji, Maria Stosiek zdobyła uznanie nie tylko wśród klientek, ale także w branży. Jej salon w Łowkowicach regularnie wyróżniany jest za jakość i wyjątkowe podejście do szycia na miarę, i to w konkursach, w których to klienci stanowią jury. Mimo to Maria pozostaje skromna, mówiąc, że największą nagrodą jest dla niej zadowolenie klientek. Jej pracownia nie tylko daje możliwość pracy lokalnym rzemieślnikom, ale także buduje więzi między ludźmi. Klientki często wracają po latach – już nie po suknie ślubne, ale po stroje komunijne dla swoich córek lub ubrania na wyjątkowe okazje.

Czy po 30 latach czuje się spełniona? Po latach Maria Stosiek widzi w swojej pracy coś więcej niż szycie.

- Suknia ślubna to symbol. Kiedy widzę radość klientek, wiem, że moja babcia byłaby dumna. To nie tylko zawód – to pasja, która daje szczęście innym – mówi ze wzruszeniem Maria Stosiek.

Zanim skomentujesz przeczytaj całość w aktualnym wydaniu Tygodnika Krapkowickiego z 26 listopada - e-wydanie dostępne tutaj.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ula 01.12.2024 20:25
Niesamowita i bardzo utalentowana, a do tego bardzo empatyczna!

Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: AntyKTreść komentarza: Widać luki w wiedzy historycznej w Red TK. Do spotkania europejskich monarchów i książąt doszło m.in. w Krakowie, około 22–27 września 1364 r. z inicjatywy Kazimierza III Wielkiego, króla Polski.Data dodania komentarza: 2.04.2025, 20:37Źródło komentarza: Królowie Europy zjadą do MosznejAutor komentarza: CesioTreść komentarza: No to dobry dowcip zrobią te króle na 1 kwietniaData dodania komentarza: 2.04.2025, 18:49Źródło komentarza: Królowie Europy zjadą do MosznejAutor komentarza: PrimaTreść komentarza: Prima aprilisData dodania komentarza: 2.04.2025, 15:09Źródło komentarza: Powiaty krapkowicki i kędzierzyńsko-kozielski połączy monumentalna konstrukcja - będzie most jak z San Francisco!Autor komentarza: ŁukaszTreść komentarza: Żarcik Prima Aprilisowy całkiem niezły. Ale z drugiej strony, to smutne że całe województwo nie ma żadnego rekreacyjnego obiektu wodnego z prawdziwego zdarzenia.Data dodania komentarza: 2.04.2025, 14:23Źródło komentarza: Tropikalny raj w Gogolinie! Powstanie aquapark „Karolinka w Tropikach"Autor komentarza: MieszkaniecTreść komentarza: Tu będą budować Golden Gate a na obwodnicę w Namysłowie nie ma pieniędzy, dwie Polski Polska A i B. A Namysłów to komunikacyjna Polska C.Data dodania komentarza: 2.04.2025, 12:24Źródło komentarza: Powiaty krapkowicki i kędzierzyńsko-kozielski połączy monumentalna konstrukcja - będzie most jak z San Francisco!Autor komentarza: RehehekTreść komentarza: Czy to prima aprilisowy żartData dodania komentarza: 2.04.2025, 08:09Źródło komentarza: Królowie Europy zjadą do Mosznej
Reklama